Nie masz jeszcze konta ?
Zapomniałeś hasła ?

Main Manu
Wiadomości
Kontakt
O nas
Statut Bractwa Okrętowego KOGA
Deklaracja wstąpienia do KOGI
Ankieta
Galeria
Filmy

Buttony

Ze spotkania 2008-08-07
Ledwon :: 2008-07-29 23:00:39
W pierwszy czwartek sierpnia odbyło się spotkanie Członków i Sympatyków KOGI, na którym przedstawione zostały sprawy związane z planowanym na drugą połówę stycznia 2009 roku wyjazdem do Wietnamu na spotkania bussinessowe z naszymi wietnamskimi Kolegami ze studiów. Planujemy czas wyjazdu nie krótszy niż 14 dni ale nie dłuższy niż 21 dni. Oprócz spotkania naszych Kolegów i zwiedzania pięknego kraju, głównym punktem wyjazdu będą rozmowy bussinessowe
Zarząd Bractwa Okrętowego KOGA zwraca się do Wszystkich zainteresowanych o przedłozenie swoich propozycji współpracy z Kolegami z Wietnamu. Propozycje te zostaną przekazane do Wietnamu, aby nasi Koledzy mogli przygotowac partnerów ze strony wietnamskiej. Już na samym spotkaniu w dniu 2008-08-07 złożone zostały cztery propozycje tematyczne współpracy gospodarczej. Czekamy na następne. Koszty wyjazdu będą znane do 20 siierpnia br. Dalsze szcegóły będziemy przekazywac sukcesywnie na naszej stronie internetowej.

Ponadto dyskutowalismy na temat integracji naszego środowiska - koleżanek i kolegów ze studiów wokół Bractwa Okrętowego " KOGA". W rozmowach na ten temat wielokrotnie podkreślane było znaczenie utrwalenia naszych wspomnień z okresu studiów i lat późniejszych dla przetrwania atmosfery tamtych lat dla następnych pokoleń Okrętowców. Nie bez znaczenia dla nas samych są comiesięczne spotkania czwartkowe odbywajace się w Sopocie w bardzo przyjaznym nam Klubie SPATiF na ul. Monte Cassino. Poniżej przedstawiamy stanowisko naszego Kolegi Mieczyława Krausego nadesłane nam i przekazane wszystkim Członkom i Sympatykom KOGI osobiście przez Mietka drogą mailową. Aby przeczytac ten materiał kliknij poniżej tej wiadomości Więcej

Byłem na spotkaniu 07.08.07

Choć ramię przy ramieniu, zmieściliśmy się przy jednym stole; w tym niezawodny ,,Kwiat Bywalców" (obecność Michała Szudejko budzi zaufanie). Obie te okoliczności sprzyjały szczerej, a momentami nostalgicznej wymianie poglądów i odczuć. Tylko niekiedy wstrzymywanej w pół słowa przemarszami po monciaku mocno golych, cuś tam reklamujących panienek.

W tych naszych pogawędkach mówimy coraz częściej kto odszedł. Ostatnio Stasiu Sadowski.
Przypominamy sobie niezwykłe, czasem śmieszne - czasem dramatyczne, a zawsze interesujące historie i anegdoty, związane z Nieodżałowanymi Zmarłymi.

I jesteśmy w wielkim klopocie!

Bo te historie ze wszech miar zasługują na rozpowszechnienie i uwiecznienie w naszym szerokim przecież środowisku! By nie przepadły i nie rozwiały się w niepamięci - stanowczo na to nie zaslugują.
Ale czy tak można bezceremonialnie je przytaczać na tej naszej stronie Kogi?
Wszak nie tylko pamięć o Zmarłych się liczy ale i ich bliscy którzy pozostali. Nikt nie powinien poczuć się urażonym.

Więc jak zrobić, aby pamięć, wyrażona barwnie i autentycznie pozostała, lecz nie przekraczając granic prywatności? Podzielcie się, Koleżanki i Koledzy swymi przemyśleniami i propozycjami na ten temat.

Dotyczy to również uroczystości pogrzebowych - czy mamy prawo na stronie Kogi zamieszczać stamtąd relacje fotograficzne? Czy w ogóle chcielibyście je tu oglądać? Czy to jest to miejsce?

Dyskusja nad planowanym wyjazdem do Wietnamu, odwiedzić Kolegów z którymi studiowaliśmy i zobaczyć kraj, też przebiegała pod znakiem uplywu czasu - ,,być może to ostatnia okazja w życiu?", ,,ostatni akord" itp.
Nie podoba mi się to.
Za Seneką, który 2 tys. lat temu powiedział, że ,,każdy czuje się na tyle szczęśliwym, na ile za takiego się uważa", myślę, że ta reguła odnosi się również do poczucia wieku i starości.
Więc cisną się hasła: ,,starzec", ,,stary piernik", ,,stary dziad", ,,co ty tam dziadku p...", ,,czy zmienić dziadku pampersa?" itp.
Oto nasza perspektywa - czy chcemy ją poganiać? Czyż nie po sześćdziesiątce zaczyna się życie?


Traf chciał, że przed zebraniem Kogi, przechodząc keją gdyńskiej mariny, ujrzałem na wózku przed klubowym hangarem przygotowywany do wodowania jacht ,,Szkwał". A na pokładzie, w roboczym kombinezonie, Armator ,,Szkwała" - nasz kolega Zbyszek Werner, szerokim gestem zapraszający mnie na górę!.

Stanąłem jak wryty, znów urzeczony pięknem kadłuba - płynną linią dziobu. Chodząc wokół jachtu z zadartą głową znów go podziwiałem, jak 40 lat temu podczas wiosennych remontów w Wisłoujściu.
W pierwszym odruchu wyrwało mi się: ,,ile to ja na tym jachcie namokłem i się narzygałem!".

,,Szkwał", klasyczny Rassmussen z dębu i machoniu z 1938-go roku, w latach moich studiów był, nieoficjalnie, flagowym okrętem AKM-u. Pod kapitanem Jackiem Jettmarem kilkakrotnie zdobywał Mistrzostwo Polski w żeglarstwie morskim. Wygrywał też szereg innych regat, prowadzony przez Ryszarda Grablisa i innych kapitanów.
Dostać się do załogi ,,Szkwała" było nieosiągalnym marzeniem wielu.
Mnie się udało - trafiłem do swoich. Bo, podobnie jak dwaj w/w kapitanowie, trzon załogi ,,Szkwała" stanowili okrętowcy. Tak jak Jasiu Młynarczyk, Waldek Piasecki, Piotr Gęca, ,,Baca" Kastelik i wielu innych. Ja na ,,Szkwale", w regatach, nauczyłem się żeglować po morzu.

To była szkoła momentami trudna, gdy w sztormie forsowalo się żaglami, a łyżkowy dziób brał na siebie każdą falę. Waliły się na nas z wysoka, przygniatając do ławek w kokpicie. A po wachcie, w zacisznej mesie, woda przelewała się nie tylko powyżej desek podłogi ale i - po oble - w kojach. Że nie wspomnę przecieków pokładu i nadbudówki.
Już wtedy ,,Szkwał" nie był jachtem nowym, tym bardziej że brak było możliwości by go kapitalnie wyremontować. Więc zwłaszcza na sztormowej fali ciekł niemiłosiernie.

Pamiętam jedne z regat Warnemunde, gdzie halsowaliśmy na wiatr przy 10 - 11 st.B, wokół przylądka Jasmund na Rugii. Dziób walący taranem we wściekłą, wysoką falę, a w środku - nieustanne pompowanie. Nie, nie, kochani - nie pompą zęzową, bo by nie nadążyła, a wiadrami, wprost z zęzy!
Zanim wiadro udało się podnieść do góry - połowa się wychlapywała, w tym na koję kapitana, zasłaniającego się ceratową zasłonką.. I tak, w ciągu 6-cio godzinnej wachty - 180 wiader, czasem uzupełniając ich zawartość daniną Neptunową.
A zapamiętałem te regaty dlatego, że zmęczona w ich trakcie szekla wanty kolumnowej pękła w czasie powrotu przy niewielkim wietrze i straciliśmy oryginalny, niemiecki, drążony maszt.

Po co o tym piszę?
Ano, Zbyszek wszedł ponad cwierć wieku temu w posiadanie tego kultowego jachtu. Tylko On sam wie, ile potu, starań, czasu i pieniędzy kosztowało go i kosztuje nadal utrzymywanie ,,Szkwała" przy życiu i w sprawności żeglugowej! To już jest 70-cio latek, a przecież jacht drewniany!! Będzie go można zobaczyć na Zlocie Old Timerów, w końcu sierpnia, w Marinie Gdańsk na Motławie, przy Centralnym Muzeum Morskim.
Nie waham się nazwać Zbyszka bohaterem, tym bardziej, że udostępnia ,,Szkwała" do pływań niezamożnej młodzieży.
Dzięki Ci Zbychu, że tak wielkim wysiłkiem bronisz swego jachtu przed upływem czasu. Że umożliwiasz tym którzy mają ,,Szkwała" w sercu, nadal cieszyć się jego istnieniem, powracać do chwil na nim przeżytych.

Zbyszek pokazuje właściwy - moim zdaniem - stosunek do uplywu czasu.
A że jest okrętowcem i jego jacht był morską kolebką okrętowców - myślę że mają swoje poczesne miejsce w naszej tradycji.

Pozdrawiam Was żeglarskim ,,stopy wody w zęzie"!

Mieczysław Krause.

PS
Do utrzymania i reanimacji ,,Szkwała" Zbyszek potrzebuje sponsoringu. Pomóżmy Mu.
Podaję samowolnie adres mailowy Zbyszka: marwer@rubikon.pl

----------------------------------------------------------------------
OŚRODEK WCZASOWY "SOLAR" w Mikoszewie
www.mierzeja.pl/solar, www.solar.mierzeja.com
e-mail: solar@elblag.com, owsolar@interia.pl
kontakt:
Biuro Turystyczne "Solar" s.c.
82-300 Elbląg, ul.Beniowskiego 1A/15
tel. 055 232 55 48, 055 232 98 81

Musisz być zalogowany aby komentowac news'a

brak komentarzy
Koga - Bractwo okretowe
Strona wygenerowana w 0.014 sek.