Nie masz jeszcze konta ?
Zapomniałeś hasła ?

Main Manu
Wiadomości
Kontakt
O nas
Statut Bractwa Okrętowego KOGA
Deklaracja wstąpienia do KOGI
Ankieta
Galeria
Filmy

Buttony

Zmarł Jacek Dubiel
Ledwon :: 2008-08-28 07:17:33
Obrazek
Marian Grzybowski napisał:

Dowiedziałem się dzisiaj ze 14-go sierpnia zmarł w Ottawie Jacek.
Do czasu choroby t.j. chyba 4 lata temu pracował dla Transport Canada Marine Safety w Ottawie. Ja po raz pierwszy miałem z nim kontakt jak pracował w stoczni w Collingwood, Ontario, a później odwiedził nas w Vancouver i Toronto. Spędzilismy też tydzień na nartach w Vermont, USA. Widzieliśmy się jeszcze parę razy w Ottawie. Mieliśmy częste zawodowe kontakty telefoniczne.
Był dobrym żeglarzem i narciarzem. Wiele razy płynął do Polski przez Atlantyk. Na pewno wielu żeglarzy z AKM-u go znało.

Marian

Czas pogrzebu

Poniedziałkowy poranek 18-ego sierpnia 2008 był inny niż większośc dni tego lata - słonce, niebieskie niebo i stały delikatny wiaterek. Wymarzona pogoda na leniwe pożaglowanie po Lac Deschenes.


Obrazek


O 9-ej rano po włożeniu do trumny ukochanych trofeów zeglarskich Jacka, trumnę zamknięto, i Jacek został przewieziony do Notre-Dame Cathedral Basilica na msze pożegnalną.

Basilica była pełna. Rodzina Jacka i Krystyny, przyjaciele, świat żeglarski i nasza ottawska ,,poszerzona'' rodzina. Najliczniej, oczywiście, reprezentowana była Ottawa, ale były tez osoby, które przybyły z Polski, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych i odległych zakątków Kanady.

Podczas wprowadzenia nad trumna symbolicznie niesiony był biały żagiel. Po wprowadzeniu trumny do głównej nawy rozpoczęła się celebracja mszy. W trakcie mszy odbyły się dwa czytania. Grażyna Rybak odczytała po polsku wybrany fragment z Księgi Proroka Izajasza, a Hania Whitty odczytała po angielsku fragment z Pierwszego Listu Pawła do Koryncjan (Oba czytania można znaleźć w załączniku Kliknij ).

Ksiądz, niewatpliwie zaznajomiony z postacią Jacka, wygłosił bardzo ciepła homilie nawiązującą do pięknych cech charakteru ,,Jacy'' (tak mowił!) i obu czytań. Przejmujący śpiew kobiecy i wnętrze bazyliki prześwietlone słońcem stworzyły szczególna atmosferę mszy.

Zdjęcia Gordona z wyprowadzenia trumny świetnie uchwyciły ten nastrój:


Obrazek Obrazek


Po wyjściu z kościoła, korowód samochodów przejechał trasę widokowa nad kanałem Rideau i udał się na cmentarz Pinecrest.

Tak, jak w kościele, trumna wożona była na wózeczku, tu, na cmentarzu tradycyjnie, ręcznie zaniesiona została na miejsce.


Obrazek


Miejsce zostało starannie wybrane. Na szczycie bardzo łagodnego wzniesienia, obok drzewa, które z czasem zapewniac będzie cień dla odwiedzających.

Ponownie odbyło się poświecenie trumny i krotka modlitwa, po czym trumna została spuszczona. Nadszedł moment na refleksje i wspomnienia.

Pierwszy był ,,Waca'' Matuszewski, komandor klubu żeglarskiego ,,Bialy Zagiel'' w Toronto, stary przyjaciel Jacka jeszcze z czasów polskich. Z Wacą do Ottawy przyjechała cala grupa zaprzyjaźnionych żeglarzy. Waca:

,, Zegnamy dzisiaj, z rodzina i przyjaciółmi, naszego przyjaciela, żeglarza z naszej żeglarskiej rodziny, męża i ojca, Jacka. Mówimy w takich okazjach - odszedł na wieczna wachtę, na wieczne żeglowanie. Ale mówiąc inaczej, znaczy to, ze ludzie tacy jak Jacek zostają z nami na zawsze. Zostają z rodzina, z nami, z przyjaciółmi, bo przecież ludzi takich jak Jacek po prostu się nie zapomina. Jacka pokonała choroba, ale na tym niższym poziomie. Nigdy jednak nie przegrał, nie poddał się - w najcięższych chwilach był jak zawsze otwarty na kontakty z ludźmi, pełen entuzjazmu i optymizmu.

Od jednego z kolegów żeglarzy ze Stanów dostałem email, mówiący, ze teraz świat bez Jacka będzie uboższy. Ale pamiętajmy, ze tak naprawdę to Jacek zrobił ten świat trochę lepszy dla nas, bo był z nami, przeżył Swoje bogate i aktywne życie nie sam, a zawsze z rodzina i przyjaciółmi. Był przecież inicjatorem i organizatorem niezliczonych spotka, imprez, rejsów, podróży. Tych przeżyc z Jackiem nigdy nie zapomnimy - spływy na Dunajcu, rejsy na Mazurach, na Bałtyku, na Wielkich Jeziorach, na Karaibach, na Atlantyku i wiele, wiele innych wspólnie spędzonych chwil.

Za to wszystko dziękujemy Ci, Jaca. Łączymy się w żałobie z rodziną i przyjaciółmi. Nigdy Cię nie zapomnimy. ''


W czasie wystąpienia Wacy, wiatr, w porywach wzmógł się do tego stopnia, ze grupa żeglarzy trzymająca fok (ten sam żagiel, który był w kościele) wyraźnie walczyła żeby go utrzymac.


Po Wacy przyszla kolej na refleksje Arka Rybaka:

,, My name is Arkadiusz Rybak or Andy Rybak in "Canadian" and I am a friend of the Dubiel's family. I was asked to say a few words about our beloved friend Jacek. I am honored to do this.
I have known Jacek for 24 years. We met for the first time in Mississauga in 1984. Jacek just landed a new job as a naval architect with the Collingwood Shipyard. He was a relative novice to Canada and the first moments of our encounter felt rather awkward. Sure, we were both from Sopot, had many common friends, we both worked for the Polish shipbuilding industry, my wife Grazyna also "Sopocianka" went to the same high school as Jacek, but something was clearly bothering him. Then Jacek told me he had a PROBLEM - his problem was TIME - he had people to see and places to go.
Caly Jaca!
Undeterred I offered him a drink, as is our Polish tradition. He chose Scotch. At 4 o'clock in the morning the next day with only a quarter of Scotch left (that was our second bottle mind you) it dawned on me, that something magical was happening. I met someone VERY SPECIAL. I gained a new friend. WE BECAME INSTANT FRIENDS.
Little did I know, how profound an IMPACT will this relationship have on my life. Today I am proud to say, that Jacek Dubiel was the most influential person in the Canadian chapter of my life's story. I am deeply grateful and honored that I was fortunate enough to have met him. I wander how many of YOU feel the same way today?
You see, "JACA" or "Kapitan" as we used to call him had a unique talent and ability to invite people into his life in order to inspire them, to infuse them with his optimism and energy, to make them feel confident and appreciated, to make them feel LOVED and HAPPY.
While his life's accomplishments are too numerous to mention (and most of them have been listed already in the obituary, so eloquently put together by his son, Piotrek), when we are contemplating Jacek's LIFE LEGACY we have to reach beyond the obvious - his sailing trips, his skiing heroics, his tennis tournaments, his world travels and the countless parties that he lit up with his charismatic personality.
For the right answer we must look into OUR OWN HEARTS. There is a piece of Jaca in everyone whom he ever touched. That's why there is so many of US here today.
But that's NOT ALL. Jacek devoted a good portion of his life building, expanding a cultivating HIS many CONSTELLATIONS of FRIENDS, which soon became OUR circles of friends.
He taught us that HAPPINESS is BEING TOGETHER, doing things with others, whether it was sailing or playing or drinking or just watching the French Open. To Jacek friendship, camaraderie was a bedrock of his live. But as busy as he always was, (and for Jacek, the "World was not enough") he ALWAYS put his family FIRST.
His LOVE, DEVOTION and ADMIRATION to his wife of 36 years Krystyna is legendary. You should see them dancing together. And his sons, Piotrek and Tomek could not have had a better, more loving and PROUD FATHER. As some of you may know, Jacek was already in pretty bad shape in hospital when Piotrek concurred the resisting Mount Hood mountain. Boy, was Jaca HAPPY and PROUD. And when Tomek scored TOP MARKS on another of his too difficult to name exams, Jaca was BEAMING again.
But I am here to talk about Jaca as a friend. OUR FRIEND.
His first constellation of friends hailed from his beloved SOPOT. As they say - you can get a guy out of SOPOT but you can never get SOPOT out of a guy! SOPOT is pure magic. Jacek's friends from that period included mostly unrully types called EA's (in Polish - Element Anty-Socjalistyczny). I will not even attempt to translate that into English. Sailing, riding cars (which would never pass any technical inspection), mountaineering, general merry-making and sneaking into Krystyna's parents house was the main preoccupation of Jacek at the time.
Then Jacek decided to change the geography and took his family to exotic Libya. Shortly after, the "Libyan" constellation was formed. It comprised mostly of Polish expats, working there. Today, they are known as a "Rodzina Libijska" which I am a proud member of.
The declaration of martial law in Poland, left Jacek and many other Poles with no option but to search for better life outside POLAND. Jacek chose CANADA. Boy, I tell you. That was the best choice he ever made, besides when he chose to have that Scotch with me at our first meeting.
In Canada, he became a centre, a gravity force to create another CONSTELLATION of friends. Right here in Ottawa, we have another Jaca inspired tradition. For the past several years, every Saturday morning we meet at the Byward Cafe in the Ottawa market. We drink coffee, eat bagels, chat, argue, exchange gossip but most important - we STAY CONNECTED!
Even when Jacek was already bedridden in the hospital, he was drawing us to himself and us to each other. We felt the strength in UNITY. He needed US but WE surly NEEDED HIM! We needed him to express our compassion, to perform many GOOD DEEDS and to feel GOOD about ourselves. Wherever, whenever - JACA's impact on OUR lives was enormous!
His PASSION for life, his boundless energy, his tireless pursuit of happiness, his contagious optimism, his "nothing is impossible" attitude (how many of you could make Ottawa to Montreal trip in ONE HOUR driving a station wagon?!), made all of us BETTER and HAPPIER!
So what now? What are we to do AFTER our beloved Kapitan sailed away?! I asked myself that question many, many times. I believe I found the answer. As often before I was inspired by what Jacek would want me to say. Here it is:
For us to preserve JACA's LEGACY, all WE have to do, is stay on course chartered by him. We must continue to STAY TOGETHER, to dream, to enjoy life to the fullest, to be kind and generous to each other, and above all to have FUN and BE HAPPY!
So, I am asking you now, to join hands with the persons standing next to you, to form a link (not a Wall!!!!) to create another constellation - the JACA CONSTELLATION.
To Krystyna, Piotrek and Tomek, I say, please look at US. We are your family. We pledge our LOVE and SUPPORT to YOU.
Thank YOU! ''


Zita Cobbs z Davem Frere zaśpiewali pieśń szkockiego Australijczyka Erica Bogle, którą Jacek bardzo lubił, i która Zita śpiewała mu gdy leżał w szpitalu i nie było absolutnej pewności czy ma jakaś łącznośc z rzeczywistością.



Obrazek


Zita i Dave spiewajacy ,,Safe in the Harbour'':

A oto słowa tej piosenki:

,, Safe in the Harbour by Eric Bogle

Have you stood by the ocean, on a diamond-hard morning
And felt the horizon stir deep in your soul
Watched the wake of a steamer as it cut through blue water
Been gripped by a fever you just can't control
Ah to throw off the shackles and fly with the seagulls
To where green waves tumble before a driving sea wind
Or to lie on the decking on a warm summer's evening
Watch the red sun fall burning, beneath the earth's rim

Chorus: But to every sailor, comes time to drop anchor
Haul in the sails, and make the lines fast
You deep-water dreamer, your journey is over
You're safe in the harbour at last
You're safe in the harbour at last

Some men are sailors, but most are just dreamers
Held fast by the anchors they forge in their minds
Who in their hearts know they'll never sail over deep water
To search for a treasure they're afraid they won't find
So in sheltered harbours, they cling to their anchors
Bank down their boilers and shut down their steam
And wait for the sailors to return with bright treasures
That will fan the dull embers and fire up their dreams

Chorus: But to every sailor, comes time to drop anchor…

And some men are schemers who laugh at the dreamers
Take the gold from the sailors and turn it to dross
They're men in a prison, they're men without vision
Whose only horizon is profit and loss
So when storm clouds come sailing across your blue ocean
Hold fast to your dreaming for all that you're worth
For as long as there are dreamers, there will always be sailors
Bringing back their bright treasures from the corners of earth.

Eric Bogle, 1984, Record: Where The Wind Blows

NOTES:
- Commemorates Stan Roger's tragic death in 1983 ''



Łukasz Pietrzak, w imieniu żeglarzy ottawskich, przekazał swoja refleksje:

,, Ahoj Jaca,
Oddałeś ostatni raz cumy i wyruszyłeś w swój Wieczysty Rejs.
Zostawiłeś na ladzie ogromne grono wiernych Ci przyjaciół Przez cale swoje życie, gdziekolwiek się ruszyłeś, czy to w Polsce, Libii czy tu w Kanadzie zostawał ślad po Tobie. Kochałeś życie i umiałeś życ, kochałeś ludzi i wierzyłeś w nich, uważałeś, ze człowiek nie może życ w samotności. Byłeś inicjatorem i organizatorem wielu formalnych i nieformalnych grup. Uważałeś, ze ludzie nie powinni życ w odosobnieniu. Tu w Ottawie zaszczepiłeś i rozbudziłeś u wielu z nas zainteresowania żeglarskie. Stworzyłeś grupę ludzi dla których żeglarstwo to nie tylko sport ale również normy życia i współżycia we współczesnym, zaganianym i egoistycznym świecie. Pokazałeś co to jest naprawdę SEAMANSHIP, zasady, które każdy z nas powinien uzywac na co dzień. Służyłeś zawsze rada i pomocą. Nawet w ostatnich tygodniach swojego, życia już przy bardzo ograniczonej Twojej ruchliwości, przyjechałeś do naszego klubu i siedząc na wózku, służyłeś mi rada w postawieniu tego piekielnie wysokiego masztu.
Jaca, odpłynąłeś od nas, jednak Duch Twój będzie z nami zawsze.
Zegnaj Drogi Przyjacielu. ''


Nadszedł czas pożegnania.


Obrazek



Począwszy od Krystyny, w geście pożegnania, obecni zaczęli wrzucac kwiaty na trumnę.
Agata Hawrylak pięknie zaśpiewała cos bardzo smutnego (przepraszam, ale nie pamiętam co) i po chwili grupa z Baltimore (9 godzin w samochodzie do Ottawy i następne do domu, żeby pójśc do pracy następnego dnia!) podjęła śpiew szantów żeglarskich.
Stopniowo uczestnicy przemieścili się do sali recepcyjnej, gdzie serwowano kanapki, jarzyny, sery i ,co najważniejsze, zimne napoje. Na deser był wybór ciast sprezentowany przez Zosie i Patricka, właścicieli polskiego sklepu delikatesowego ,,Warsaw Deli'', gdzie kiedyś Jacek był częstym gościem.
Od tej chwili grupa zaczęła przerzedzac się dośyc prędko, ponieważ wiele osób musiało wrócic do pracy na popołudnie.
Przed odjazdem przeszedłem się z Iwona Hawrylak do miejsca, gdzie pochowano ciało Jacka. Na ogromnym trawniku była piaszczysta łata (może trochę ponad 2 na 1 metr) przysypana częściowo kwiatami i żadnych śladów po tym co się tu wydarzyło tak nie dawno. Uderzyło mnie, jak maleńki ''footprint'' fizyczny po nas zostaje. Na skraju tej łatki siedziała samotnie Ania Kraszewska i rozmawiała z Jackiem, wiec prędko oddaliliśmy się.
Nie był to jeszcze koniec ceremonii tego dnia. Około czwartej po południu zrobiło się w Ottawie ciemno, praktycznie tak ciemno jak w nocy, i wkrótce rozpętała się potworna nawałnica, jakiej nie mieliśmy od lat. Nie miałem żadnych wątpliwości - Jacek już dotarł, a to były salwy powitalne. Jeżeli ktoś mnie zapyta dlaczego tak późno, to odpowiem pytaniem, a skąd wiesz jak daleko jest do nieba?
Chciałem jeszcze przytoczyc list Jego Ekselencji byłego ambasadora polskiego w Kanadzie do rodziny Jacka, który przyszedł na moje ręce:

,, Szanowni i Drodzy Państwo !
Z glebokim zalem i smutkiem zegnamy Jacka, odeszlego przedwczesnie po dlugich miesiacach walki z nieublagana choroba z która w cierpieniu tak dzielnie walczyl. Jacka zapamietamy jako czlowieka o ujmujacej osobowosci, oddanego ludziom i zaangazowanego w wiele dzialan, ktore z wielka pasja podejmowal i coraz to nowych wyzwan jakie przed soba stawial. Jego uczynnosc i dobroc niech beda przykladem dla nas wszystkich. Jego odejscie to niepowetowana strata dla tych , którzy Go kochali, dla wszystkich którzy Go znali i dla których w tak wielu dziedzinach był autorytetem.
Niech w spokoju żegluje w innym wymiarze !


Ada i Tadeusz Diem ''



ps.
Bardzo dziękuję tym, którzy umożliwili mi napisanie tego komunikatu przez udostępnienie tekstów wypowiedzi oraz specjalne dzięki dla Gordona Becka za zdjęcia.

Wojtek

Musisz być zalogowany aby komentowac news'a

brak komentarzy
Koga - Bractwo okretowe
Strona wygenerowana w 0.056 sek.